— Ależ pani nie potrafi zrobić zastrzyku.
— Owszem. Robiłam nie raz. Zresztą doktor już mi objaśnił i nie ma o czym mówić. Proszę, niech pan idzie do domu.
— Za nic w świecie. Nie mogę przecież pani zostawić samej!
— Panie Józku — powiedziała stanowczo — nic mi pan nie pomoże, a tylko sprawi kłopot. Dobranoc.
Kiwnęła mu głową i zamknęła drzwi.
Ponieważ nie mógł zdobyć się na wejście do gabinetu, gdzie był doktor Jarecki, czekał nań w przedpokoju, gdyż sam nie wiedział, co ma zrobić.
Doktor orzekł, że najlepiej zrobi, gdy pójdzie do domu.
— Ależ panna Lusia strasznie się przemęczy, doktorze, a jutro nasz ślub i wyjeżdżamy w podróż do Szwajcarii!
— Fiuuu! — gwizdnął lekarz — z tego wszystkiego to chyba nic nie będzie, o ile znam pannę Lusię.
— Co doktor mówi? — przeraził się Józef — ależ to niemożliwe! Wszystko ustalone. Kaplica zamówiona, zaproszenia rozesłane, bilety kupione!