— Panie, gdybym ja był pańską narzeczoną, miałby pan rację, przekonując mnie...

— Ale doktorze, czy zachodzi obawa śmierci pani Szczerkowskiej? Bo chyba to jedynie mogłoby wpłynąć na odłożenie ślubu.

— Zachodzi właśnie ta obawa — krótko odpowiedział lekarz i zwrócił się do lokaja: — Jeżeli stan pani pogorszy się, proszę do mnie dzwonić. Do widzenia.

Józef do czwartej siedział sam w salonie, wreszcie za radą służącego pojechał do domu. O położeniu się do łóżka nawet nie myślał. Obudził Piotra i opowiedziawszy mu całą tę okropną historię, kazał przyrządzić sobie czarną kawę.

O dziesiątej zatelefonowała Lusia.

— Wujenka ma się lepiej. Przed chwilą właśnie był doktor.

— Chwała Bogu!

— Jednak jest wciąż osłabiona, a stan jej serca doktor nie uważa za zadowalający. Biedna wujenka...

— No, a jakże czuje się pani kochany wujaszek? — zapytał prawie ze złością.

— Nie rozumiem pańskiego tonu — odpowiedziała po pauzie — panie Józefie, czy pana nie stać na odczucie nieszczęścia tego człowieka?