— Jesteś moją żoną, moja droga, i ja decyduję, co masz robić. Proszę pożegnać się, natychmiast wyjeżdżamy.

O, wówczas wszystko inaczej by wyglądało. Zasady, nie zasady, a Lusia musiałaby podporządkować się jego woli.

— Od początku kwestia naszego wzajemnego stosunku była źle postawiona — doszedł do wniosku i wypił dwa kieliszki jeden po drugim.

— A! ta wujenka — zorientował się — trzyma ją przy sobie, zamiast kazać iść do męża. Wszystko histeria!

Nad ranem, zły i zmęczony zasnął w fotelu.

Nazajutrz jednak okazało się, że niesłusznie miał żal do pani Szczerkowskiej. Gdy tylko przyszedł na Wilczą, oznajmiono mu, że pani chce go widzieć.

Wyglądała fatalnie. Samo mówienie tak ją męczyło, że krople potu występowały na jej czole.

— Winszuję panu, drogie dziecko — powiedziała, gdy ucałował jej ręce — i życzę, byście byli ze sobą najszczęśliwsi.

— Serdecznie dziękuję wujence — pocałował ją powtórnie w rękę.

— Wczoraj czułam się taka słaba, że nie zdobyłam się na wyprawienie tej upartej Lusi. Ona jest taka dobra dla mnie, że... nie zdaje sobie sprawy, iż krzywdzi i siebie, i pana...