— Lusiu, kochanie, ja marzyłem o tym, ale przecież rozumiem, przecież wiem, że postępujesz jak należy. Jak możesz tak źle o mnie sądzić?
Nie odpowiedziała, gdyż stali już przed bramą, a stróż, widocznie poinformowany przez służbę, czekał na nich, otworzył i rzucił się do całowania rąk nowej pani i składania życzeń.
— Dziękuję panu, bardzo dziękuję — powiedziała Lusia.
Józef wsunął mu w rękę, pospiesznie wydobyty z pugilaresu banknot i weszli na schody.
Gdy znaleźli się na pierwszym piętrze, Lusia wzięła Józefa za rękę i powiedziała cicho:
— Przepraszam cię, Józku.
— Boże — jęknął — myślałem, że już mnie nie kochasz!
Zaczął obsypywać jej rękawiczki pocałunkami, przy czym książka o chorobach serca z hałasem spadła na ziemię.
We drzwiach czekał stary Piotr, kucharka i świeżo zainstalowana pokojówka. Piotr trzymał tacę z chlebem i solą.
Lusia wzruszyła się tym i pocałowała starego w czoło.