— Józku, ja ci nie zamierzam narzucać swojej opinii.

— Ale może i masz rację.

— Jak to? — spojrzała nań chłodno Lusia — przecie przed chwilą byłeś wręcz odmiennego zdania?

— Nie znaczy to, bym miał przy nim pozostać.

Lusia wstała. Była widocznie wzburzona.

— Józku — powiedziała poważnie — nie wierzę w to, nie chcę uwierzyć, byś miał być człowiekiem bez charakteru... Bo ja też takich ludzi... nie mogę szanować.

Józef zmieszał się.

— Źle mnie zrozumiałaś, Lusiu.

— Wolałabym, by tak było.

— Tak jest. Ja nie zmieniłem swego zdania, tylko przez uprzejmość dla ciebie gotów jestem zastosować się do twojego życzenia.