— Niech żyje miłościwie nam panujący gosudar impierator Nikołaj Wtoroj30! — zawołał Pastuszkiewicz.

— Niech żyje! — poderwali się na baczność i duszkiem wypili.

To pokrzepiło ich na duchu. Po kilku dalszych kolejkach stało się oczywiste, że bunty zostaną zgniecione, winowajcy pójdą na szubienicę, Niemcy i Austriacy zostaną rozbici w „puch-prach” i że znowu można będzie spokojnie i wesoło żyć, jak Bóg przykazał.

Tak mijały dni. Aż pewnego wieczora, gdy siedzieli wszyscy u Pastuszkiewicza, wpadł bez czapki i w rozpiętej bekieszy blady jak trup pułkownik:

— Panowie! — zawołał i zabrakło mu tchu.

— Front przerwany! — jęknął Radosławski.

Pułkownik potrząsnął głową:

— Panowie... najjaśniejszy monarcha Mikołaj zrzekł się tronu.

Zapanowało głuche milczenie.

— Podpisał abdykację za siebie i za syna. Panowie! Co się dzieje!?...