Jej głos drgał wzruszeniem.
— Kapitanie... Jakże mi dobrze, że widzę pana i że... pan mnie widzi... Kwiaty to od Borysa, zawsze mnie tak psuje na powitanie...
Teraz dopiero Drucki zauważył Załkinda, siedzącego w fotelu i wpatrzonego w żonę jak w słońce.
Mocno podał mu rękę, mówiąc:
— Jack! Słuchaj pan! Nigdy nie zostawiaj mnie sam na sam z twoją kobietą!
Borys roześmiał się wesoło:
— Nie boję się, kapitanie, nie nastraszy mnie pan sobą.
— Do diabła, czyż jestem takim starym koniem?!
— Starym... przyjacielem — podchwycił Załkind.
— Ależ ona wypiękniała! Pani Lubo! To tak ma wyglądać poważna matka dzieciom? — wołał żartobliwie. — Nie, stanowczo Jack za bardzo mi ufa!