— A z usposobienia — zachwycał się Załkind — to jestem wykapany ja. Aż czasem śmiech bierze.

Pod działaniem zbyt blisko trzymanej lampy długie rzęsy drgnęły i chłopak nagle otworzył oczy.

Były to ogromne niebieskie oczy o fenomenalnych, ciemnozłotych źrenicach.

— Śpij, maleńki, śpij — pogłaskał go ojciec i zgasił lampę. — Idźcie, moi drodzy, on zaraz zaśnie, skarb mój najdroższy.

Drucki przetarł czoło i szedł za Lubą jak nieprzytomny. W głowie wirowały mu myśli.

Gdy znaleźli się w salonie, uważnie spojrzał na Lubę. Blady uśmiech otaczał jej usta.

— Pani Lubo... co to znaczy, co to może znaczyć?

Położyła mu obie dłonie na piersiach i powiedziała szeptem:

— Ma twoje oczy, kapitanie, ma najpiękniejsze oczy na świecie.

— Boże drogi!