— Czy żałujesz ich jemu, kapitanie?...

— Ale jak? Jakim cudem? Czyżby jakieś przekleństwo wisiało nade mną?! Skąd to wasze dziecko ma te oczy?!

Luba złożyła ręce.

— Ze mnie, ze mnie, John...

— Ależ to jakieś czary!

— Czary — skinęła głową. — Po cóż rzuciłeś, kapitanie, czary na mnie, wówczas na pokładzie, kiedy drżałam jak liść, gdy twoje ręce ściskały aż do strasznego bólu przeguby moich...

— Szaleństwo!

— Rzuciłeś czary — mówiła coraz prędzej — potężne czary, kapitanie, wypiłam wówczas twoje oczy, twoje najdziwniejsze, najpiękniejsze oczy... Tak, kapitanie, błagałam cię wówczas o ciebie całego...

— Cicho! — syknął Drucki.

— Borys wie...