— Jak to wie? Czy spostrzegł to podobieństwo?

— Nie. Ale wie, że wówczas kochałam ciebie, kapitanie.

Drucki przygryzł wargę.

— Nie wiedziałam wtedy, że już noszę pod sercem syna Borysa i że dam mu twoje oczy, kapitanie.

— Ale jak? Jak?! Jakim sposobem?!

— Ludzie prości powiedzieliby, że „zapatrzyłam się” na te oczy.

— Więc ty w to wierzysz? Wierzysz! Boże! Co za szczęście! — zawołał nagle — mam teraz niezbity dowód dla Karola! Luba! Wiwat!

Stała zdumiona, nie rozumiejąc powodu jego radości. Z sąsiedniego pokoju rozległy się kroki Borysa.

— Cicho, Luba, kiedyś to pani wytłumaczę. No, co — zwrócił się do wchodzącego Załkinda — syn śpi?

— Śpi, moja pociecha. Luba, a może byś tak nam dała co do przegryzienia?