— Tak — potwierdził Fakir. — Próbowałbym sam skórę przeciąć, ale używając tylko jednej ręki, nie dam rady. Nie chcę zaś iść do żadnego szpitala czy pogotowia ratunkowego... Jeżelibyś był tak łaskawy...
— No, dobrze — wycedził, ociągając się, profesor — ja jednak nie mam wprawy... Hm... mój pomocnik lepiej to zrobi. Zaczekaj.
Znikł za drzwiami.
Fakir wstał i omal nie nadepnąwszy na kota, podszedł do lustra, by skonstatować4, że wygląda fatalnie. Nieogolona twarz i zapadłe oczy, za ciasne i połatane ubranie....
— Przede wszystkim odpocząć, trzy, cztery dni odpocząć w takiej ciszy jak tu, na tej Dębowej.
— Już jesteś przed lustrem? — usłyszał za sobą głos profesora.
Odwrócił się.
— Bardzo wyczerpany jestem. Nie zazdroszczę ci tego domu, ale tej ciszy, jaka tu panuje.
— Tak, to najcichsza dzielnica w Warszawie, mieszkają tu ludzie pracy i nauki.
— Tak wygląda — uśmiechnął się gość — ale wyobraź sobie, że na samym wstępie doznałem rozczarowania. Minęło mnie auto, w którym kogoś gwałcono czy zarzynano...