Wybiegł na ulicę i znowu z całą wyrazistością uprzytomnił sobie, że nareszcie zdobył możność udowodnienia Brunickiemu, że Piotr słusznie nosi nazwisko Brunickich!

Zatrzymał się i zdjąwszy kapelusz z głowy, podrzucił go w górę.

— Hurra! — krzyknął. — Hurra!

Przechodnie czym prędzej schodzili mu z drogi.

— Hurra!...

Na rogu stała taksówka. Drucki ostatni raz podrzucił kapelusz i wpakowawszy go zawadiacko na bakier, zapytał szofera:

— Wolny?...

Szofer spojrzał nań nieufnie i odwrócił głowę.

— Wolny, ale motor zepsuty — odezwał się po chwili wahania.

— Bierzesz mnie pan za wariata? Nie bój się pan! Już mi lepiej! A tu oliwa do motoru. — Wyjął kilka drobnych banknotów i wetknął w rękę taksiarzowi. — Jazda, panie gazda! Dobry dziś mam dzień.