Usiadł i zatrzasnął drzwiczki.

— Do „Argentyny”, Hortensja.

Samochód ruszył.

Rozdział 6

Sala sądu okręgowego pełna była po brzegi. Publiczność szczelnie zajęła ławki, przy stole prasy brakło miejsca i niektórzy sprawozdawcy, stojąc, robili notatki.

Za stołem sędziowskim ustawiono dużo krzeseł, zajętych teraz przez wielu sędziów niebiorących udziału w rozprawie, członków prokuratury, wyższych urzędników z Ministerstwa Sprawiedliwości i wybitnych prawników.

Dziś z miejsca oskarżyciela publicznego po raz pierwszy przemawiać miała kobieta — podprokurator Alicja Horn.

Sensacja ta była spotęgowana samym faktem, że sprawa Zygmunta Orczyńskiego po trzech dniach rozprawy przedstawiała się równie zagadkowo, jak i w samym początku śledztwa. Przewód sądowy nie zdołał ustalić ani winy oskarżonego, ani jego niewinności i wyrok równie dobrze mógł opiewać na długoterminowe, może nawet dożywotnie więzienie, jak i uwolnić od kary tego przystojnego, o tragicznym wyrazie twarzy, młodego człowieka.

Przewodniczący rozprawie prezes Turczyński odezwał się krótko:

— Głos ma prokurator.