— Winszuję — wzruszył ramionami Czuchnowski.

— Właśnie, że bardzo się cieszę — na złość mu zaakcentowała Alicja.

— A tam — ciągnął mecenas — koło baru, widzi pani tego z gwoździkiem w klapie?...

— Widzę...

— To major szwoleżerów100, baron Szegenyj, Węgier, ale w naszej służbie. Jak się trochę urżnie, śpiewa węgierskie piosenki, a głos ma kolosalny.

— Jak to — irytował się Czuchnowski — i pozwalają tu na takie wybryki?

— A dlaczegóż by nie? Ty byś chciał cmentarz zrobić z nocnego lokalu, czy trupialnię? Właśnie wybornie, że ludzie się tu bawią.

— A to kto? — zapytała Alicja.

— Który?

— Ten blondyn, co rozmawia z Węgrem.