— Proszę państwa! W jacht klubie na Filipinach jest zwyczaj, że orkiestra gra pewne tango, a wszyscy obecni miauczą!
— Brawo! Brawo! Miauczeć!
— Proszę państwa! Tylko miauczeć w rytmie! Kto wykaże najwięcej muzykalności, oryginalności i znajomości prawdziwej kociej muzyki, otrzyma ten oto order Złotego Kota pierwszej klasy! Uwaga! Zaczynamy.
Orkiestra uderzyła mocnym akordem i popłynęła cicha, namiętna melodia.
— Miauuu — odezwał się cieniutki głosik kobiecy.
— Miau! — odpowiedział mu przy końcu frazy chrapliwy głos męski.
Buchnęła fala śmiechu, lecz amatorzy miauczenia opanowali sytuację. Kto żyw rozdzierał się wniebogłosy, prychał, furczał, orkiestra zeszła do roli dyskretnego akompaniamentu, wśród miauczących stopniowo następowała selekcja i zabawa szła coraz sprawniej.
Czuchnowski zdjął okulary i szeroko otwartymi oczyma krótkowidza ze zdumieniem obserwował salę. Łęczycki literalnie wisiał na parapecie i miauczał jak opętany. Alicja też wyjrzała w dół.
W środku ringu na taborecie stał Winkler i z pasją dyrygował, niczym kapelmistrz. Właśnie w chwili tej spojrzał ku ich loży i przywitał utkwione w sobie oczy Alicji łobuzerskim uśmiechem i przeciągłym koloraturowym miauknięciem.
Cofnęła się i przyciskając do ust zmiętą serwetę, zamiauczała. Nie mogła wytrzymać! Nastrój udzielał się przemocą. Roześmiała się sama z siebie: „Miauczący prokurator! A to ładna historia!” Wypiła kieliszek szampana duszkiem. Trochę kręciło się jej w głowie. Co za pyszna zabawa!...