Tango się skończyło, lecz na gremialne, a hałaśliwe żądanie publiczności powtórzono je jeszcze raz, po czym przez aklamację106 przyznano order Złotego Kota ogromnemu siwemu panu, jak się okazało, angielskiemu dyplomacie, który rzeczywiście był mistrzem w tym koncercie.

Aktu dekoracji dokonała z wyboru odznaczonego młodziutka, miniaturowa brunetka, jak objaśnił Łęczycki: żona znakomitego automobilisty Winiarskiego. Musiała wspiąć się na palce, by dosięgnąć butonierki107 laureata.

Ten wygłosił krótkie przemówienie po angielsku i z dostojną miną zajął miejsce przy swoim stoliku.

Zagrano bluesa108 i ring znowu zapełnił się tańczącymi.

Alicja spojrzała na zegarek i z żalem stwierdziła, że już czwarta.

Czas było jechać do domu.

Uregulowali rachunek, przy czym Alicja wyjątkowo zgodziła się nie zapłacić swojej trzeciej części. Łęczycki upierał się, że on funduje, a jeżeli nie pozwolą mu zapłacić całości, przyniesie mu to pecha w sądzie.

— Jak Boga kocham — zaklinał się — ile razy nie obleję wygranego procesu, tyle razy przegrywam następną sprawę, jak amen w pacierzu!...

Była w tak świetnym humorze, że nie spierała się o to.

Odwieźli najpierw zasypiającego Czuchnowskiego, później mecenas odprowadził Alicję.