— No, pani Alicjo — powiedział z przechwałką, żegnając ją przed bramą — warto było pójść do „Argentyny”, co?

— Bardzo wesoło spędziłam czas. Od dawna nie bawiłam się tak dobrze.

— Ba! Ten Winkler umarłego by rozruszał! Bajeczny, prawda?

— Dobranoc, mecenasie — podała mu rękę. — Dziękuję i dobranoc.

Na palcach przeszła do swego pokoju, szybko rozebrała się, zapaliła gaz w łazience, umieściła róże w kryształowym wazonie i po chwili wahania postawiła je przy łóżku.

Już świt był na dworze.

Rozdział 7

Wprost z dworca profesor Karol Brunicki pojechał na wykład.

Pomimo zmęczenia, wywołanego długą podróżą, mówił, jak zwykle, głośno, dobitnie, akcentując definicje i robiąc krótkie pauzy przed użyciem własnych argumentów.

Gdy skończył, czuł się tak wyczerpany, że zażył proszek kamfory109 dla wzmocnienia serca. Jednakże już po chwili telefonował do „Bristolu”.