„Rzecz jasna — pomyślał, podając szoferowi adres Brunickiego — że Karol spreparował kłamstwo. Auto, które widziałem pierwszego dnia wieczorem, było jego Reenclarem”.

W hallu willi profesora zastał doktora Kunoki, pogrążonego w lekturze. Przywitał Druckiego serdecznie i prawie wesoło:

— Bardzo rad114 jestem, że pana widzę. Ma pan w sposobie bycia coś, co rozsiewa wokół pana jakąś witalną radość.

— Niechże doktor nie przesadza — zaśmiał się Drucki, ale zrobiło mu się przyjemnie.

— O, nie! — przechylił głowę Japończyk — nie przesadzam. Jestem zdania, że nie doceniamy na ogół towarzystwa ludzi miłych, wesołych i zdrowych. A działa ono wręcz... kuracyjnie. Tak, panie, kuracyjnie! Wiemy, że wszystkie ciała emanują różnego typu energię, a nie zwracamy uwagi na emanację fizyczną, emanację ludzi, z którymi stykamy się. Gdyśmy się widzieli ostatnio, mówiliśmy, zdaje się, o przesądach ludowych?

— Tak, o nawrocie nauki do pogardzanych zabobonów.

— O, widzi pan — ożywił się Kunoki — jeszcze jeden przykład. Niektóre szczepy hinduskie wierzą w to, że młodość, siła i zdrowie mogą udzielać się tak, jak płomień: ten, kto daje, nic nie traci, a ten, kto bierze, zyskuje. Dlatego ludzie starzy i słabi sypiają w jednym łóżku z młodymi i zdrowymi. Są przekonani, że zwłaszcza podczas snu uzdrawiająca emanacja młodego ciała wzmaga się najbardziej.

— I co? — zdziwił się Drucki. — Czy to rzeczywiście ma jakieś znaczenie?

— Odpowiem panu tak: nie wiem, czy ma, ale wiem, że musi mieć.

— Oczywiście chodzi o emanację, że tak powiem, psychiczną?