— Panowie! Pole do popisu dla bohaterów! Medal za ratowanie tonących.

Wśród niebywałej wrzawy wydobyto go z wody, służba owinęła pechowca w wielki obrus, spod fałd którego dochodził gromki głos:

— Na miłość boską dajcie koniaku! Pół mego królestwa za kieliszek koniaku!

Podczas gdy gwar nie ustawał, wyniesiono ofiarę katastrofy do gabinetu dyrekcji. W pięć minut potem pomocnik portiera pędził samochodem do domu poszkodowanego, a po kwadransie wrócił z kompletem garderoby, gdyż gość uparł się, że nie wyjdzie. Jego powrót sala powitała gromkimi brawami.

Tymczasem rozpoczęła się zabawa „becząca”.

Alicja siedziała nieruchoma. Jej czarne oczy, do połowy przysłonięte powiekami, wyrażały bunt i gniew. Ileż radości kipiącego życia jest na świecie! Dlaczego, dlaczego przepływa to obok niej, dlaczego nie może się w tej fali zanurzyć? Dlaczego ten człowiek zajmuje się tym tłumem? Przecie musi czuć, że fala ta obok niej przepływa... Czy chce tę falę tak rozhuśtać, by sięgnęła aż tutaj...

Drucki stał w środku i dyrygował.

Sala rozbrzmiewała bezsensownym, głupim, niedorzecznym beczeniem, rozkosznym, dziecinnym, żywiołowym... Ta wspaniała, orla linia czaszki... ten imperatywny148 załam linii brwi, iskrzące się oczy i to ubranie, któremu się tylko zdaje, że okrywa smukłe mięśnie.

Ocknął ją brzęk i lekki ból: tak, zgniotła w ręku kieliszek.

Krew i wino rozpłynęły się na obrusie barwną mapą.