— Boże! — jęknął Czuchnowski i zerwał się z miejsca. — Alu! Co ci jest?

— Rozbiłam kieliszek — wzruszyła ramionami.

Doktor umoczył serwetę w kuble z lodem i pieczołowicie wycierał pokaleczoną dłoń.

— No, szczęście — mruczał — że to tylko powierzchowne.

Obwiązał jej rękę chusteczką.

— Chodźmy — powiedziała Alicja.

Zbierali się do wyjścia i doktor wziął róże, lecz Alicja zatrzymała go:

— Nie, tak nie można. Gotowe zmarznąć. Każ kelnerowi zapakować w bibułkę i jeszcze w gruby papier.

W westybulu spotkali Druckiego. Stał z jakimiś panami, lecz zaraz ich przeprosił i zbliżył się do Alicji.

— Bardzo dziękuję państwu — powiedział z głębokim ukłonem — i proszę pamiętać o „Argentynie”.