Służba podawała Czuchnowskiemu i Łęczyckiemu futra.
— Nie wiem — odezwała się, patrząc na sufit, Alicja — czy będę miała czas...
— Musi pani znaleźć — uśmiechnął się do niej z jakąś niespodzianą dla obojga poufałością.
— Dlaczego to aż muszę? — zmierzyła go zimnym spojrzeniem.
Sądziła, że się zmiesza, lecz Drucki nie opuścił oczu i powiedział krótko, bez uśmiechu:
— Bo proszę. Bardzo proszę.
Przygryzła wargi i odwróciła się do szatni.
— No? Jeszczeście nie gotowi?
— Już, już — oznajmił Łęczycki, borykając się z rękawem.
Alicja skinęła Druckiemu głową i nie podając mu ręki, wyszła.