Bez żenady zarzuciła mu ręce na szyję i mocno pocałowała w same usta.
— Ach, Tonia! — westchnęła. — Żebyś ty wiedziała, jak on całuje!
Załkind śmiał się również, ale niezupełnie szczerze i Drucki zrobił doń oko, jakby mówiąc: „No, i opłacało się mnie zapraszać?”.
— Ale! — uderzył się w czoło. — Byłbym zapomniał! Mam coś dla pani Luby.
Wydobył pudełko i podał jej.
— Boże, jakież to cudne! — zawołała. — Patrz, Tonia! Storczyki! Piękne! Jakież to śliczne teraz umieją robić imitacje! Pan pewno z zagranicy sprowadził, bo tu nie widziałam w żadnym sklepie. Wspaniała.
Diadem przeszedł z kolei do rąk Załkinda.
— Oj! Luba!...
— Co?
— Poczekaj! — podszedł do lampy i krzyknął: — Luba! Co ty głupstwa gadasz!