Zbiegł ze schodów. Jego zjawienie się w środku ringu sala przyjęła hucznymi brawami. Mówił.

Alicja oparła głowę o framugę loży i słuchała.

Oczywiście, był zawsze ten sam. Z każdej nuty jego niskiego głosu, z każdego ruchu bił żywioł. Nieodparty żywioł. Przyroda zaklęła w tym człowieku jedną ze swych najbardziej tajemniczych sił — życie!

Bije z niego jak gejzer. Ogarnia, zatapia...

Powiodła oczyma po sali. Kobiety... Ich wzrok nie wymagał klucza do odczytania treści pragnień... Brał je... Co by to było, gdyby nagle jakąś mocą zniweczyć u ludzi wszystkie ośrodki hamujące, wzgląd na przyzwoitość, na cnotę, na moralność, na jutro... Co by one wszystkie zrobiły?...

Alicja przymknęła oczy. Tak, oto biegną ku niemu, otaczają gęstą drgającą masą ciał, prężących się pożądaniem... setki ramion splatają się w sieć, setki piersi rzęzi pragnieniem, chłoną go swoją kobiecością... Natura układa je w ofiarny stos przed tym mężczyzną, podświadoma potęga zachowania gatunku, prawo doboru naturalnego... Wybierają właśnie tego samca, bo jest najbardziej męski... Selekcja... Instynkt wszechwiedzący zmusza je, te swoje ślepe narzędzia, do szukania w nim ojca ich potomstwa...

A ona sama?... Alicja drgnęła.

Przeraźliwe „Miauuuu...!” rozległo się wśród ciszy.

Drugie, trzecie, dziesiąte... Nizały się na dyskretną melodię orkiestry namiętnym wołaniem.

— Miauuu... miauuu...