Odpowiedział uśmiechem.

Łęczycki uregulował rachunek i zeszli do westybulu.

— I moje futro — kiwnął Drucki.

— Pan dyrektor wychodzi? — podbiegł zdumiony kasjer.

— Tak, ale wkrótce wracam. Niech pan czeka na mnie z kasą. Hrabiemu Posznickiemu z czwartej loży można rachunek zapisać. Do widzenia.

— Uszanowanie panu dyrektorowi.

Na dworze uderzył ich ciepły powiew wiatru. Ulica była sucha, wysoko na niebie lśnił księżyc.

— Pójdziemy pieszo — orzekła Alicja.

— Co? — przeraził się mecenas.

— Ja pójdę pieszo, a pan Winkler mnie odprowadzi. Pan, mecenasie, oczywiście jedzie do domu. Dobrej nocy.