Trzeci drab przystawił Alicji długi nóż do piersi.

— Tylko cichutko, sikorko, cichutko, bo tak pomacam, że no!...

Alicja nie krzyknęła.

Widziała, że Winkler leży nieruchomo. Dwie postacie nad nim, czujnie wyprostowane, nasłuchiwały.

— No, jazda! — ostrym szeptem zawołał drab stojący przy niej. — Zabierać frajerowi forsę, taka wasza mać! Na co czekacie?! Jazda!

Obaj tamci pochylili się nad leżącym i nagle stała się rzecz dziwna.

Jeden z nich wyleciał ogromnym łukiem w górę i grzmotnął się o jezdnię jak wór z piaskiem.

W tejże chwili drugi wywinął nogami kozła w powietrzu i znalazł się na ziemi obok Winklera.

Sekunda i zerwał się, lecz trzymany w pasie przez Winklera. Opryszek z nożem, pilnujący dotychczas Alicji, jednym susem dopadł ich.

— Uwaga! — krzyknęła Alicja i odetchnęła, widząc, że Winkler zorientował się i zasłonił się przed ciosem, trzymanym w ramionach drabem.