Przelotnie rzuciła okiem na trzeciego.

Ten dźwignął się z trudem i pełzł na czworakach w stronę parkanu placu wyścigowego. Na jezdni pozostała laska.

Nie namyślając się, porwała ją i zamierzywszy się oburącz, chciała uderzyć tego, który właśnie usiłował dotrzeć nożem do ramienia Winklera.

Pewna była ciosu, jednakże zaszło coś niespodziewanego: Winkler rzucił trzymanego w objęciach draba na jego towarzysza i cios żelaznej laski ugodził w rękę ściskającą nóż.

Napastnicy porwali się z ziemi i zaczęli uciekać.

Spojrzała na Winklera.

Śmiał się!

— Strasznie dawno nie miałem nic w tym rodzaju — w jego głosie zadźwięczała jakby ulga.

Po twarzy spływała mu krew. Kołnierz futra zwisał żałośnie, prawie zupełnie urwany.

Uważnie obejrzała laskę i rzuciła ją na chodnik.