— Może położyłby się pan?
— Broń Boże!
Krzątała się chwilę, uprzątając pokrwawione kawałki waty i myjąc ręce. Potem usiadła naprzeciw niego na brzegu wanny. Teraz dopiero przyszło jej na myśl, że oto on jest tutaj, z obnażonym torsem, z muskularnymi ramionami, że przed chwilą dotykała jego nagiej skóry, brązowej, gładkiej i lśniącej. Jakże wspaniale sklepiona pierś!... I szyja smukła a mocna jak dąb...
Miał oczy zamknięte i półuśmiech na ustach.
I czemu, czemu... teraz nie powie jej: „Położę się, a ty mnie pielęgnuj, klęknij przy łóżku... zostanę tu z tobą i tylko dla ciebie... wyłącznie...”
W niezasłonięte okno uderzył pierwszy promień różowawy i żółty.
Otworzył oczy i wstał.
— Przepraszam panią. Ubiorę się.
— Pomogę panu.
— Dziękuję. Dam sobie radę. Bardzo dziękuję.