— Cóż znowu, chyba się pan nie wstydzi?
— Wstydzę się — odpowiedział z uśmiechem.
— Ale, niechże pan da spokój. Jestem tylko samarytanką.
Pomogła mu ubrać się w koszulę, która tymczasem obeschła, jednak w końcu musiała zostawić go samego, gdyż i dolną część koszuli należało ulokować na odpowiednim miejscu.
Tymczasem kilku szpilkami przypięła kołnierz do futra.
— Koniecznie musi pan wezwać lekarza — powiedziała, gdy wyszedł do przedpokoju.
— Dobrze. Ale ja panią też o coś poproszę. Niech pani zostawi mnie zawiadomienie policji. Wolałbym, by nazwisko pani nie było w to wmieszane.
— Ależ dlaczego?...
— Ze względu na pani stanowisko i na porę, o której nas napadnięto.
— Jak pan chce.