— Więc dobrze? Dziękuję pani i do widzenia do jutra.

— Nie.

— Gdybym temu „nie” miał uwierzyć, nie wyszedłbym stąd w ogóle.

— Uwierzy pan wtedy, gdy już pan wyjdzie.

Potrząsnął głową, syknął z bólu, roześmiał się, pocałował ją w rękę i wyszedł.

Alicja oparła się ramieniem o drzwi i zacisnęła palce. Słyszała jego kroki na schodach. Czemuż nie wraca?! Boże, czemu nie wraca?!

Omal nie sięgnęła ręką do zatrzasku, by wybiec za nim, by krzyknąć...

Pohamowała się. Przypomniała sobie nagle pewną głupią scenę z filmu, gdzie naiwna dziewczyna stoi przy drzwiach, wsłuchując się w kroki odchodzącego.

To wystarczyło do oprzytomnienia.

Założyła łańcuch i zgasiła światło. Nie położy się spać, już późno.