Wreszcie koło czwartej zadzwoniła do „Argentyny”. Jakiś męski głos poinformował ją, że pan dyrektor nigdy o tej porze nie bywa, natomiast może jest u siebie w „Bristolu”.

Tu w centrali powiedziano jej, że owszem, pan Winkler jest w swoim pokoju, i połączono.

Odezwał się wesoły głos kobiecy. Może to pomyłka?

— Czy to numer pana dyrektora Winklera?

— Tak — odpowiedział głos. — Czy mam poprosić?

I nie czekając odpowiedzi, głos zawołał:

— Do ciebie jakaś pani...

Alicja szybko położyła słuchawkę, odsunęła aparat, poprawiła kołnierzyk sukni i otworzyła następną teczkę z aktami.

„Aha... sprawa Fabiana i Marianny, małżonków Jaczków, o kradzież weksli...”

Ciemno już było i trzeba było zapalić lampę.