— Pani Lubo — zaczął Drucki, lecz ona mu przerwała:

— Tylko nie morały, kapitanie, tylko nie morały!

— Jednak...

— Przecie to było takie niewinne, a takie cudne. Chodźmy, chodźmy.

Zajrzała jeszcze do kuchni, wydała jakieś dyspozycje i zeszli na ulicę.

Przed bramą stał długi, popielaty jak mysz, dwuosobowy samochód, lśniący świeżym lakierem.

— Ach, jaki piękny samochód! — zawołała Luba. — Ciekawam, czyj to może być.

— Cacko — potwierdził Drucki.

— To pewnie Bauman kupił — domyśliła się Luba.

— Nie.