Za miastem wiosna już była w pełni.
Rozorana ziemia pachniała mocnym, intensywnym zapachem, przydrożne rowy zieleniły się runią176. Drzewa pokryte były pierwszym, drobniutkim liściem.
W Wilanowie pili mleko i jedli czarny, miodem pachnący razowiec.
Wracali do Warszawy w doskonałych humorach.
Wóz istotnie szedł doskonale, chociaż Drucki zauważył, że trzeba będzie podkręcić amortyzatory przy resorach.
Odwiózł Lubę do domu i wrócił do hotelu.
— Jest list do pana dyrektora — zatrzymał go portier.
W białej kopercie była tylko krótka kartka, pisana na maszynie: „Czekam koniecznie dziś wieczorem — K.”.
— Ano, przyszło — westchnął Drucki.
Punktualnie o ósmej był już na Żoliborzu. Brunicki czekał nań w hallu.