— Jestem wariat — powiedział głośno.

Nowiuteńki samochód wyglądał rozpaczliwie. Emalia poodpadała, zderzaki były pogięte, zapasowe koło gdzieś zgubił i cały wóz pokryty był błotem.

Drucki roześmiał się.

— Kwalifikuję się wprost do Tworek.

Na szczęście silnik ani podwozie nie zostały uszkodzone, a przynajmniej auto szło nieźle, chociaż wszystko w nim brzęczało i zgrzytało.

„Trzeba je od razu oddać do remontu — pomyślał, jadąc wolno w stronę miasta — ze dwa tysiączki będzie kosztowała ta wariacka jazda”.

Jednak nie żałował tego. Auto było zniszczone, sam czuł znużenie wszystkich mięśni i ból w karku, lecz nastrój poprawił się znakomicie. Ostatecznie, mógł to samo osiągnąć bez psucia samochodu. Polatać po polu z wywieszonym językiem czy postukać głową w ścianę...

— Boże drogi — chwycił się za głowę inżynier warsztatowy, gdy zobaczył, w jakim stanie jest wczoraj sprzedany, nowiuteńki wóz — co się stało? Miał pan katastrofę?

— Nie — śmiał się Drucki — nie miałem. Po prostu pański Fould dostał szału i ponosił mnie po wertepach.

— Jak to?! Hamulce nie działały?