— Owszem, tylko tak bestia rwała, że nie miałem serca hamować.

Inżynier popatrzał nań nieufnie, wymienił krótkie porozumiewawcze spojrzenie z mechanikiem i powiedział:

— Aha!

— Myśli pan, że zwariowałem? — poważnie zapytał Drucki.

— Skądże, broń Boże! — bez przekonania zaprzeczył inżynier.

Nagle wpadł na pomysł nastraszenia inżyniera. Niespodziewanie podskoczył w górę i ryknął:

— Wiwat!

— Może pan odpocznie? — nieśmiało zaproponował inżynier — może szklaneczkę wody?...

Drucki wybuchnął śmiechem.

— No, niech się pan nie obawia, już mi lepiej. Więc na kiedy spodziewa się pan wyreperować tego gruchota?