— Najmniej tydzień — zaopiniował inżynier, starając się trzymać możliwie daleko od niebezpiecznego klienta.
Temu jednak widocznie rzeczywiście przeszło, bo już całkiem spokojnie i rzeczowo zaczął mówić o szczegółach naprawy.
— Ale był pan zdenerwowany — z westchnieniem ulgi żegnał go inżynier.
— Panie kochany — powiedział Drucki po chwili namysłu — byłem piekielnie zdenerwowany i zaaplikowałem sobie tego bzika dla odciągnięcia, jak mówili nasi dziadowie, humorów.
Wrócił do hotelu pieszo i położył się na kanapie. Był bardzo zmęczony i natychmiast zasnął.
Gdy obudził się, było już ciemno. Przebrał się i pojechał do „Argentyny”.
Znowu był w normalnym wesołym usposobieniu, żartował z personelem i śmiał się.
„Humory” zostały odciągnięte, jednak troska nie ustąpiła.
Najbliższe dni Drucki poświęcił obserwacjom „terenu” i przemyśliwaniu nad podjętym zadaniem. W tym celu włóczył się po przedmieściach.
Postanowił ograniczyć się wyłącznie do samobójczyń. Dlatego czytywał teraz kronikę wypadków w pismach sensacyjnych.