W Warszawie codziennie kilka młodych dziewcząt odbierało sobie życie. Lecz jego prześladował pech. Raz wprawdzie zobaczył młodą kobietę, wyglądającą na kucharkę, która miała bardzo smutną minę i siedziała na przejeździe kolejowym, lecz nie tylko nie miała zamiaru rzucenia się pod pociąg, a bez zbytnich ceregieli przyznała się, że kiedyś spotykała się tu ze znajomym dróżnikiem i teraz przychodzi na ten przejazd, bo „miło wspomnieć”.
Brunicki dzwonił dwa razy w odstępach kilkudniowych, pytając o nowiny.
Wreszcie po tygodniu poszukiwań — udało się.
Szedł właśnie Ogrodową, gdy ujrzał pod latarnią wysoką, szczupłą brunetkę, liczącą drobne pieniądze.
Zwolnił kroku i czekał. Po chwili wahania obserwowana otuliła się wełnianą chustką i weszła do pobliskiego składu aptecznego.
Drucki stanął przy oknie. Sklepik był mały i wyraźnie widział obojętną minę sprzedającego i podniecony wyraz twarzy kupującej. Buteleczka esencji octowej została ukryta pod chustką i dziewczyna wyszła.
Rozejrzała się niezdecydowanie dokoła, wreszcie skierowała się pośpiesznym krokiem w stronę placu Kercelego178. Drucki myślał, że tu się zatrzyma, lecz nie — skręciła na Młynarską.
Ulica była pusta. Szedł szybko, bojąc się ją stracić z oczu, gdyż niemal biegła.
Zatrzymała się dopiero pod murem cmentarza179 i znowu się rozejrzała. Widocznie czekała, aż on przejdzie.
— Panienko — zapytał — a nie wie panienka, która to może być godzina?