— Nie wiem — odpowiedziała drżącym głosem — może ósma.

Stanął o kilka kroków od niej i powiedział żartobliwie:

— A to panienka nie boi się tak po ciemku tu, koło nieboszczyków?

Odwróciła się odeń.

— Niech pan mnie zostawi... Nie mnie bać się nieboszczyków — dokończyła szeptem.

Drucki flegmatycznie zapalił papierosa, zgasił zapałkę i westchnął sentencjonalnie:

— Z żywymi zawsze lepiej.

— Jak komu.

— Każdemu — zapewnił Drucki.

— Idź pan swoją drogą — odezwała się nadspodziewanie opryskliwie i obrzuciła go smutnym spojrzeniem.