— Rzucił?... — zapytał krótko po pauzie.

Zakryła twarz chusteczką i zapłakała.

— Z panienki to niemądra dziewczyna — pokiwał głową. — Rzucił ten, to będzie inny. Mało to mężczyzn... Jeszcze dla takiej młodej i ładnej... A może wróci...

— A niech go piorun strzeli! — wybuchnęła. — Niech go krew zaleje! Nie potrzebuję jego. Ani jego, ani nikogo! Odejdź pan, czego się przyczepił?

— No to po co sobie krzywdę robić? — nie zrażał się Drucki. — Dałabyś panienka spokój, żyć zawsze warto.

— Takiś pan mądry — szlochała. — A co, panu zdaje się, że to dadzą człowiekowi żyć?

— Niby kto nie da?

— Wszyscy. Rodzice z domu wypędzą, z pracy wyrzucą, palcami będą wytykać. A i żyć trzeba, panna z dzieckiem — to nikt grosza nie da zarobić... Takie są ludzie.

— I takie, i nie takie — reflektował Drucki — a zresztą może jest jeszcze rada?

— Za późno, już za późno... Drań obiecał żenić się i żeni się... Tylko nie ze mną. Cóż mi zostało, gdzie ja się podzieję, ot, chyba tu... za murem...