Wybuchnęła znowu płaczem.
Drucki bez ceremonii objął ją i pogładził po ramieniu.
— Cicho, cicho... Ktoś idzie.
Rzeczywiście przeszli obok nich dwaj robotnicy. Gdy kroki ich ucichły, Drucki powiedział:
— Ja panienką się zajmę. Wszystko zrobimy tak, że ani o porodzie nikt wiedzieć nie będzie, ani palcami wytykać.
Przestała płakać i wytarła nos w czystą, białą chusteczkę.
— Co też pan mnie buja...
— Nie bujam.
— A może pan z jakiej policji czy z magistratu?
Roześmiał się.