— To Kazia.
— Eee.... skądże.
— Z całą pewnością. Gdy wchodziłam, na własne oczy widziałam, jak kładła tu te swoje kwiaty.
Drucki nagle zmarszczył brwi. Uderzyła go myśl: „A może i morfina?...” Tak, mogła tak samo wejść i położyć. Tylko w jakim celu? Zaniedbywał ją ostatnimi czasy, ale przecież był dla niej dobry, nie miałaby za co mścić się aż w tak łajdacki sposób.
— Nie, nonsens — powiedział głośno.
— Ależ to ona, sama widziałam — zapewniła Tecia, sądząc, że Drucki myśli o kwiatach.
— Jak to? — zerwał się. — Widziałaś?
— Widziałam. Układała je bardzo starannie.
— A... kwiaty!... No tak — zaśmiał się — teraz do roboty.
Załatwił zaległą korespondencję, podyktował kilka wzmianek reklamowych do prasy.