Orkiestra rżnęła w ogólnym zgiełku fanfary. Służba z pełnymi rękoma zamarła w bezruchu, tłocząc się w drzwiach.

Grabowski pochylił się do Justka i krzyczał mu do ucha:

— Ma szczęście do ludzi nasz stary! Co?!

Dancing grzmiał.

Miauczenie udało się świetnie. Drucki wracał do gabinetu sam, rozbawiony jak nigdy, kiedy zobaczył oczekującą nań Kazię.

— No, mała?

— Ale ja muszę w cztery oczy — powiedziała dziewczyna, wskazując ruchem głowy drzwi, zza których rozległ się lekki klekot maszyny do pisania.

— To może jutro?

— Nie, muszę dziś. Bardzo ważna sprawa.

Drucki zamyślił się.