— Niech mnie pan tak nie nazywa — powiedziała cicho — nie jestem tego warta. Za chwilę kopnie mnie pan jak psa, bo na nic innego nie zasłużyłam. To ja podłożyłam morfinę.

Drucki wstał, włożył ręce w kieszenie spodni i wolno podszedł do niej.

— Upiłaś się? — zapytał spokojnie. — Jesteś pijana?

— Nie — potrząsnęła głową — jestem trzeźwa i mówię prawdę. To ja, podła, podłożyłam. Z zemsty, ze ślepej zemsty.

Położył jej rękę na ramieniu.

— Z zemsty? Kobieto! Za cóż ty się na mnie mścisz? Czym cię skrzywdziłem?

— Ooo... — jęknęła — nie na panu, nie na panu... Dla pana serce wydarłabym ze swojej piersi... Ja na niej chciałam się zemścić.

— Na kim, ty szalona?!

— Na tej Teci, na tej chytrej dziwie, co to świętoszkę udaje, co zabrała mi ciebie... Ja ją chciałam usunąć z pańskich oczu. Ale byłam za głupia. Nie wiedziałam, jak to zrobić, i wszystko spadło na pana. O ja nieszczęśliwa!

Wpiła sobie palce we włosy i oparła się o ścianę.