— A pana przepraszam, przed Bogiem przepraszam i proszę o darowanie. Jestem zła i nieszczęśliwa. Diabłu duszę zaprzedałam, ale swój honor mam. Ten list jeszcze dziś wyślę.

Chrząknął i zatrzymał się przed nią.

— I cóż, uciekniesz?

Uśmiechnęła się blado.

— A paszport masz?

— Mam. Mam dobry paszport — przycisnęła torebkę do piersi.

— Bo jak cię złapią — ostrzegł — to dwa, albo i trzy lata murowane. Może nawet i więcej.

— O, nie, z tym paszportem przejadę tak, że mnie nikt nie znajdzie.

— Za granicę jedziesz, oczywiście?

— Tak — kiwnęła głową, po chwili milczenia dodała: — Nic tu już po mnie, nic po wszystkim.