— Nie bój się, nie zasądzą. A jeżeli nawet, to już nie twoja rzecz. Masz słuchać i tyle. Buzię na kłódkę i rób tymczasem swoje. A ja coś dla ciebie...

Zapukano do drzwi i Kazia drgnęła.

Drucki otworzył. Za drzwiami stał chłopiec z portierni.

— Tam jeden pan do panny Kazi.

— Kto taki? — zapytał Drucki.

— Taki łysy jeden.

— To on — spochmurniała Kazia — Cierżawski.

— Czekaj — kazał chłopcu Drucki i zamknąwszy mu drzwi pod nosem, zwrócił się do niej: — Czego ten łotr chce od ciebie?

— Wiadomo — wzruszyła ramionami — chce, żebym morfinę wręczała odbiorcom. Ale ja za żadne skarby... Dość mam tego...

— Więc słuchaj — wziął ją za rękę Drucki — idź do swojej garderoby i za dziesięć minut masz iść do domu. A nie przyjdź jutro! To ci nic nie powiem!