Stanął i patrzył za nimi z uśmiechem.
— Czekajcie! — zawołała jedna. — Teraz pożegnamy się i zobaczymy, za którą z nas pójdzie.
Zgodziły się. Karpowska poszła w ulicę Śniadeckich, Bodzikówna w Polną, a Julka w stronę domu. Szła prędko. Pewna była, że on idzie za nią, ale bała się obejrzeć. Gdy na rogu Topolowej zdecydowała się wreszcie, przekonała się, że ten cymbał ani myślał jej towarzyszyć.
Pal go sześć! Niechby sobie nawet poszedł za piegowatą Bodzikówną!
Drzwi otworzyła Józefowa.
— Czy panienka będzie czekać z obiadem na panią? — zapytała.
— Zaczekam.
Przebrała się i poszła umyć ręce. Na oknie stała torba papierowa. Zajrzała do niej i zdziwiła się.
— Józefowo! Po co Józefowa postawiła w łazience cukier?
— Jaki cukier?