I nagle w jego świadomość uderzył fakt: „Dowody rzeczowe przechowywane są przez prokuratora!... Alicja Horn... No tak! Całe oskarżenie skoncentrowała na autentyczności morfiny. Na tym oparła wszystko... Boże! Jakiż ze mnie głupiec!”

Adwokat coś mówił do niego, lecz on nie słyszał, nie rozumiał.

„Alicja Horn... A ja myślałem, że mnie nienawidzi... Cóż za potężna skala działania! I odwaga!... śmiałość raczej. Prawda, że z samej natury swego stanowiska mogła nie obawiać się podejrzeń, że otoczona opinią najsurowszego oskarżyciela...”

Ekspert zabrał swoje przybory i przeciskał się do wyjścia.

Przewodniczący ruchem ręki uspokoił szmer sali i powiedział:

— Głos ma prokurator.

Alicja Horn wstała. Boże, jakaż ona piękna.

Drucki dostrzegł drwiący triumf na twarzy swego obrońcy i pomyślał: „A to bałwan!”.

Alicja Horn powiedziała:

— Zrzekam się oskarżenia — i usiadła, nieco blada, lecz niezmiernie spokojna i opanowana.