Nagle niespodziewanie dla siebie samej wyrwała się z jego rąk, odepchnęła go i potrąciwszy krzesło, które przewróciło się z hałasem, zaczęła uciekać.

Rzucił się za nią i chwycił ją za rękę, lecz bezmyślny paniczny strach dodał jej sił...

Jednym szarpnięciem uwolniła dłoń i uskoczyła w bok...

Lecz Drucki był już nieprzytomny. Jego płuca spazmatycznie łapały powietrze. Nie rozumiał, dlaczego ona ucieka, jak niczego teraz nie rozumiał. Wiedział jedno: że chciał ją mieć, że nie ma siły na świecie, jaka zdołałaby go powstrzymać.

Oboje nie słyszeli brzęku rozbitej porcelany, która wraz ze stolikiem legła na ziemię, nie spostrzegli przewróconych sprzętów.

Widzieli tylko siebie, słyszeli tylko własne przyśpieszone oddechy.

Dopadł jej...

Teraz broniła się zaciekle, aż z sykiem bólu wykręconych rąk, z ustami pełnymi krwi z jego dłoni, w którą wpiła się zębami, w podartej na strzępy sukni, znalazła się w mocy jego dzikiego uścisku.

W przemocy upokarzającej, pijanej, zwierzęcej, szalonej, upragnionej...

Zwarły się dwa ciała w potężny węzeł, zwinęły się w hieroglif, którym natura znaczy swoje odwieczne prawo życia.