„Jakie to dobre i jakie śliczne stworzenie” — pomyślał i nagle zrobiło mu się żal jej i żal siebie.
— Malutka — powiedział — dziękuję ci bardzo. Malutka!...
— Za co?...
— Za twoje serduszko.
— Oooch — uśmiechnęła się, jakby zawstydzona.
On znowu zmarszczył brwi i nie wiedział dlaczego, ale zdawało się jej, że musiało zajść coś ważnego, coś, co wywoła jakieś smutne dla niej zmiany.
Drucki pił i jadł. Dużo pił i dużo jadł. I Teci wydało się to nienormalne, przykre, prawie chorobliwe. Przy tym nie ruszał się od biurka.
Nawet gdy zagrała orkiestra, nie podniósł głowy, a gdy wszedł kasjer Justek, kazał mu przysłać jeszcze butelkę koniaku.
Zadzwonił telefon.
— Niech sobie dzwoni — burknął Drucki.