— Jest bogate, jak ty, moja Al.

— Tak. Bogate w piękność, w rozkosze, niebezpieczeństwa, w tysiące możliwości i niemożliwości, w promienistość słońca i w burze, w huragany...

— Takie jest twoje życie?

— Takie jak ty.

— Widzisz — zaśmiała się — już muszę iść, a tak trudno położyć słuchawkę. No, do widzenia!

— Do widzenia, moja Al.

Podszedł do okna i przeciągnął się w słońcu.

„Tak — pomyślał — ona jest jak moje życie. Bujna, radosna i niebezpieczna... Czy radosna? Ach! Co tam!”

Należało pomyśleć o mieszkaniu. Trzeba przecie liczyć się z faktem, że ona nie może przychodzić do hotelu. A znowuż u niej ta jakaś wychowanka i służąca... Alicja musi liczyć się z opinią, i to bardzo. Jest prokuratorem.

Uśmiechnął się do siebie: do długiej galerii jego kobiet przybywa i taka, która jest prokuratorem.