— O?! — zdziwił się agent.
— Chodzi mi o coś zbliżonego.
— Owszem, mam kilka takich obiektów, ale tam, na Górnośląskiej, dokąd właśnie jedziemy, niestety, nie ma całego urządzenia. Jest tylko umeblowanie jadalni... Co to, zepsuło się coś?
Drucki zatrzymał samochód.
— Do stu piorunów! Nic nie zepsuło się, tylko ja nie mam czasu do stracenia. Po diabła będę oglądał to na Górnośląskiej, skoro mi nie odpowiada?
— Ale to bardzo ładne mieszkanie...
— Albo pan wysiadaj, albo wyciągaj swój notes i dawaj adres takiego, o jakie mi chodzi!...
— Szanowny pan — upierał się agent — może bardzo tanio kupić umeblowanie, na dowolne raty... Już, już — przerwał sobie, widząc, że Drucki otwiera drzwiczki: — pojedziemy na aleję Szucha.
— Nie rozumiem — podjął, gdy samochód ruszył — dlaczego szanowny pan nie chce sam się umeblować podług własnego gustu. Byłoby to taniej.
— A zna pan ewangelię? — niespodziewanie zapytał Drucki.